Zmarł prezes Fundacji Integracja Piotr Pawłowski. Miał 52 lata. W ostatnich dniach przebywał w szpitalu.
Polski kaznodzieja zatrzymany w Kanadzie za łamanie obostrzeń. Jest nagranie. Artur Pawłowski został zatrzymany przez policję w Calgary po tym, gdy kolejny raz zorganizował nielegalne
25 lat więzienia za współpracę z NATO i CIA — taki wyrok usłyszał słynny szermierz Jerzy Pawłowski. Przed sądem Warszawskiego Okręgu Wojskowego 8 kwietnia 1976 r. szablista wszech
Pawłowski, Piotr. aktor (1925-2012) Pawłowski, Piotr. dziennikarz . PRZERWANA WALKA JERZEGO PAWŁOWSKIEGO. Film dokumentalny / 1993 / Tomasz Żółtowski
aktorka. Współmałżonek. Jerzy Pawłowski (rozwód) Lata aktywności. 1950–2012. Multimedia w Wikimedia Commons. Teresa Szmigielówna (ur. 9 października 1929 w Kowalówce k. Tarnopola [1], zm. 24 września 2013 w Konstancinie-Jeziornie [1] [2]) – polska aktorka .
More than 3-year-experience in areas like: financial analysis and reporting, accounting, co-operation with external and internal clients.
Advanced level of work-experience in Excel and accounting systems. Fluent use of English in corrrespondence and other forms of contact with clients.
Preferred directions of development: controlling, budgeting, financial analysis, accounting
Pojawiła się nowa relacja z siewu cebuli ROBOTTI z siewnikiem Monosem Zapraszam do obejrzenia. https://lnkd.in/dfs6miSi
Jednak do Pawłowskiego ponownie zgłosiły się, dokładnie 22 maja 1957 r., organa kontrwywiadu wojskowego przekształcone teraz w Wojskową Służbę Wewnętrzną. Pawłowski został zarejestrowany, tym razem przez pion zajmujący się tzw. kontrwywiadem ofensywnym. Praca ta polegała na rozpoznaniu ośrodków wywiadowczych państw Zachodnich.
Syn bardzo zadowolony 🙂 Pracownia Fryzjerska Piotr Pawłowski Leszka, 48, 44-286, Wodzisław Śląski Kontakt i godziny otwarcia 500 145 892
Wyświetl profil użytkownika Piotr Pawłowski na LinkedIn, największej sieci zawodowej na świecie. Piotr Pawłowski ma 3 stanowiska w swoim profilu. Zobacz pełny profil użytkownika Piotr Pawłowski i odkryj jego/jej kontakty oraz stanowiska w podobnych firmach.
qLBe0rr. Jerzy Pawłowski był jednym z największych sportowych bohaterów mojego dzieciństwa, dlatego z niemałą satysfakcją powitałem go w latach sześćdziesiątych ubiegłego wieku jako starszego kolegę, studiującego zaocznie na Wydziale Prawa i Administracji Uniwersytetu Warszawskiego. Tym bardziej że w tym okresie nasz wydział mógłby wystawić najsilniejszą reprezentację szermierczą na świecie: w szabli – Pawłowski i wicemistrz świata Emil Ochyra; we florecie – mistrz świata Ryszard Parulski i wicemistrz świata (późniejszy mistrz olimpijski) Witold Woyda, w szpadzie – mistrz świata Bohdan Andrzejewski. W tym gronie jednakże to „Paweł” pozostawał zdecydowanie największą gwiazdą, co widać było na pierwszy rzut oka, gdy przemierzał Krakowskie Przedmieście volkswagenem w najbardziej naówczas wyszukanej wersji nadwozia Karmann Ghia. W jego sportowym dorobku był już wór medali międzynarodowych imprez, a cała Warszawa należała do niego, bo bywał w prominentnym towarzystwie, od najbardziej liczących się generałów Wojska Polskiego poczynając, na wziętych aktorach i biznesmenach działających w sektorze prywatnym kończąc – jakkolwiek ci ostatni nie byli najlepiej widziani przez władzę ludową. Jako wojskowy doszedł niby tylko do stopnia majora, ale kto widział, jak łatwo potrafi rozgrywać swoich przeciwników i na planszy, i w życiu, ten musiał przyznać, że na Pawłowskiego po prostu nie ma mocnych. Rzucał na wszystkich tak wielki urok, że nawet młode i piękne dziewczyny kochały się w tym nieco już podstarzałym i mocno wyłysiałym mężczyźnie na zabój. Jedna z nich nie chciała długo mi wierzyć, że ten łysol, poznany przez nią w jakimś lepszym towarzystwie, to wielki mistrz Pawłowski, bo była przekonana, że słynnym szablistą jest jego przystojny kolega, z którym nader często Jerzy był widywany czy to na uniwersytecie, czy to w legendarnym hotelu Bristol. Nie tylko wśród śledzących go od pewnego momentu milicjantów, esbeków i oficerów kontrwywiadu zyskał opinię czołowego warszawskiego bon vivanta i playboya. Jednak wbrew panującym wówczas obyczajom prawie nie pijał alkoholu, co przekonująco wyjaśnił w swoich dwu książkach autobiograficznych, przyznając się, że mocnych trunków musiał unikać, mając "słabą głowę". Poza wszystkim zaś chciał wciąż utrzymywać jak najwyższą formę sportową i to mu się niemal do końca życia udawało. Miał już 57 lat, gdy w 1989 roku wziął udział w ogólnopolskim turnieju kwalifikacyjnym w Łodzi i zajął w gronie o trzy pokolenia młodszych szablistów czwarte miejsce, przegrywając tylko z ówczesnym wicemistrzem olimpijskim Januszem Olechem... "Cudowne dziecko" Keveya Urodzony w 1932 roku Pawłowski był synem warszawskiego mechanika samochodowego, który w czasie okupacji niemieckiej należał do Armii Krajowej i w czasie Powstania Warszawskiego walczył w batalionie "Zośka" (dziadek zaś w Legionach Józefa Piłsudskiego). Będąc dzieckiem w powstańczej Warszawie, Jerzy sam próbował włączyć się po trosze do ruchu oporu. Po wojnie – bez wiedzy rodziców – umknął z miejscowości, w której jego rodzina czasowo przebywała, i jadąc na dachu pociągu, dotarł do Warszawy, trafiając nie bez trudu do rodzinnego domu na Grochowie. Wojenne ryzyko odczuł na własnej skórze pod koniec Powstania, gdy niedaleko jego przyszłego klubu – Legii – został trafiony w nogę odłamkiem pocisku wystrzelonego tuż nad głowami warszawiaków w trakcie rosyjsko-niemieckiego pojedynku dwóch samolotów myśliwskich. Dla młodzieży żyjącej w sterroryzowanej przez stalinowskich namiestników Polsce prawdziwą, niezakłamaną oazą wolności był sport. Jerzego zafascynowały już pierwsze powojenne igrzyska olimpijskie w Londynie, wraz z kolegami z podwórka próbował więc sił w lekkoatletyce, trenując nawet obok domu w sposób improwizowany skok o tyczce z pomocą wystruganego kija. Ale ponieważ był niższy i słabszy od rówieśników, szybko zrezygnował z rywalizacji na tym polu. Przypadkowo wykopana na podwórku szabla wojskowa natchnęła go za to myślą o naśladowaniu sienkiewiczowskiego bohatera – Michała Wołodyjowskiego. I tak Jerzy trafił pod szkoleniowe skrzydła udzielającego się gościnnie w Warszawie majora Janosa Keveya, przed wojną chluby węgierskich huzarów. Herkulesowej budowy przystojniak Kevey (jego oryginalne szlacheckie nazwisko brzmiało: Richter) uwielbiał Polki i to podobno dla nich przepracował w naszym kraju aż 11 lat (1947–1958). Nasza prasa nie uważała go jednak za lowelasa, lecz za ojca chrzestnego "cudownych dzieci", jakimi byli nasi szabliści z dwoma serdecznymi przyjaciółmi, a jednocześnie zaciekłymi rywalami na planszy – Pawłowskim i Wojciechem Zabłockim. W 1953, młodziutki Zabłocki zdobył w Paryżu tytuł mistrza świata juniorów. Pawłowski wkrótce jeszcze go przebił, wchodząc do finału mistrzostw globu seniorów w Brukseli. W 1956 roku drużyna "cudownych dzieci" wywalczyła w Melbourne olimpijskie srebro, a Pawłowski zagarnął taki sam medal indywidualnie, by już rok później zostać w Paryżu – również indywidualnym – mistrzem świata, rozprawiając się w finale z koalicją pięciu znakomitych szablistów węgierskich. No a potem utrzymywał się na szablowym szczycie aż do 1974 roku. Służby go wciągnęły Mieliśmy jeszcze apogeum stalinizmu w Polsce, gdy bodaj w 1950 roku zaledwie 18-letni szablista Pawłowski został złowiony w ubeckie sidła i podpisał pierwszy w życiu cyrograf tajnego współpracownika, zobowiązując się do pełnienia funkcji środowiskowego donosiciela o pseudonimie "Papuga". "To były czasy procesów politycznych, rozprawiania się z polską inteligencją wrogą reżimowi. Żołnierzy podziemia, wspaniałych patriotów skazywano jako zdrajców na karę śmierci. (...) Ale ja, z optymizmem młokosa, żyłem sobie w przekonaniu, że mnie to nie dotyczy (...). Ubecja, przesłuchania, groźby, szantaż, prowokacje – mnie to miało ominąć. Nie ominęło" – napisał w wydanej w 1994 roku książce "Najdłuższy pojedynek". A było tak: gdy przypadkowo zdradził swojemu sportowemu opiekunowi, że ojciec był akowcem, natychmiast w życiu młodego szablisty pojawili się dwaj ubecy. Jerzy nawet wymienia ich nazwiska (Stadniczenko i Falęcki). W książce wyjaśnia, że podpisał ów cyrograf, bo był szantażowany tym, że mu aresztują i zamordują ojca. Wtedy to naprawdę nie była czcza groźba, ale czy z taką ubecy wystąpili, trudno sprawdzić. "Wyjścia rzeczywiście nie miałem. W rezultacie ryzykowałem życie, nie tylko własne, żeby ten straszny dzień jakoś zmazać. Z jakim skutkiem? No cóż. Ojca nie aresztowano" – pisze Pawłowski w "Najdłuższym pojedynku". Nie pisze jednak o ofiarach swoich drobnych, ale wieloletnich donosów w środowisku sportowym, które – co tu ukrywać – z tego właśnie powodu do dzisiaj odnosi się do jego postaci w dużej mierze z pogardą, po części również z powodu późniejszego szpiegowania na rzecz CIA. Jerzy Pawłowski i Sylwia Gruchała W dostępnej w Instytucie Pamięci Narodowej dokumentacji śledztwa oraz procesu o szpiegostwo, wytoczonego Pawłowskiemu w połowie lat siedemdziesiątych przed Okręgowym Sądem Wojskowym w Warszawie, są między innymi zeznania samego oskarżonego. W protokole z 13 maja 1975 roku można znaleźć jego zaskakującą obmowę wspaniałej polskiej sportsmenki Ireny Kirszenstein-Szewińskiej: "Z pobytu w Meksyku w 1968 r. kojarzy mi się również postawa naszej lekkoatletki Ireny Kirszenstein (...). Wiadome mi jest, że Irena Kirszenstein znana jest w środowisku żydowskim Nowego Jorku, jak również to, że w czasie konfliktu na Bliskim Wschodzie na kanwie zbiórki pieniężnej na pomoc dla Żydów w Izraelu – przekazała ona 80–150 dolarów na pomoc dla Żydów w Izraelu. (...) Pragnę podkreślić, że stanowisko Ireny Kirszenstein mocno mnie oburzyło na zasadzie oceny jako Polaka i rozgłosiłem fakt udzielenia przez nią pomocy dla Izraela wśród naszych sportowców, przy czym podałem to w formie szeptanej plotki". Z zaprotokołowanych w procesie zeznań wynika, że takich "szeptanych plotek" Pawłowski rozgłosił – nie tylko na temat najlepszej polskiej sportsmenki w historii – dużo więcej. Owe zarzuty wobec Szewińskiej, która przez cały okres sportowej kariery była absolutnym wzorem patriotyzmu jako reprezentantka naszego kraju, są żenujące, podobnie jak donosy na sławnego sprawozdawcę radia i telewizji Jana Ciszewskiego. W większości przypadków to kablowanie słynnego szablisty tyczyło drobnego handelku, na jaki sportowcy – w tym mistrzowie olimpijscy z Monachium Władysław Komar (kula) i Witold Woyda (floret) – decydowali się przy okazji wyjazdów zagranicznych. Jeszcze w roku 1970 usłyszałem od jednego z naszych czołowych szermierzy, że właśnie Pawłowskiego uważają za donosiciela, który informuje Służbę Bezpieczeństwa między innymi o tym, jak oni starają się zarabiać na wywożeniu skromnych dzieł sztuki. Mający szlacheckie pochodzenie i rozmiłowani w sztuce włoscy, francuscy lub belgijscy koledzy z planszy gotowi byli zawsze zapłacić choćby 100 dolarów za obraz namalowany nawet przez studenta ASP, co dla Polaków, zarabiających miesięcznie pięć razy mniej, było już kwotą znaczącą. W protokole przesłuchań z 20 maja 1975 roku zapisany jest donos szablisty wszech czasów na dziennikarza "PS": Chciałbym również zwrócić uwagę na redaktora "Przeglądu Sportowego" – Jerzego Jabrzemskiego. Znam go od bardzo dawna i jestem dobrze zorientowany o jego stosunku do współczesności naszej. Z dyskusji z nim wywnioskowałem, że jest on dwulicowy, gdyż gloryfikuje wszystko, co jest zachodnie, a potępia nasze osiągnięcia. W protokołach Służby Bezpieczeństwa są też stwierdzenia, że Pawłowski już siedząc w więzieniu, donosił na czołowych przedstawicieli "Solidarności", w tym na Janusza Onyszkiewicza. Nie radziłbym wierzyć wszystkim takim zeznaniom, bo znalazłem w IPN instrukcję peerelowskiego Ministerstwa Spraw Wewnętrznych, żeby relacjonowanie procesu Pawłowskiego powierzyć 3–5 zaufanym dziennikarzom i poinstruować ich, co mają opublikować. A książeczkę o jego wywiadowczej działalności pt. "Wolnoamerykanka" napisał zaufany towarzysz sztuki literackiej PRL Jerzy Putrament, któremu dziwnym trafem władze pozwalały wizytować Pawłowskiego w więzieniu. Niewykluczone więc, że starano się dodatkowo zohydzić sylwetkę szablisty, wkładając mu w usta słowa, jakich nigdy nie wypowiedział. "Paweł" zmienia "Szczerego" W 1955 roku w życiu zawodowego już wojskowego i reprezentacyjnego szermierza warszawskiej Legii otworzył się nowy rozdział – współpracy z wywiadem. Pod pseudonimem "Szczery" Pawłowski został agentem Wojskowej Służby Wewnętrznej, działając faktycznie dla kontrwywiadu, ale okazał się – zdaniem swoich mocodawców – takim gadułą, zdradzającym wielu znajomym swoją funkcję, że w 1962 już go z niej odwołano. W międzyczasie (jak wynika z protokołów MSW) jego druga żona, aktorka Teresa Szmigielówna, skarżyła się wojskowym organom, że ją bije, twierdząc, że jako oficerowi wywiadu nic mu nie zrobią – aż w końcu się z nim rozwiodła. W latach 1964–1974 Pawłowski nieoczekiwanie zmienił front, wiążąc się z wywiadem amerykańskim (CIA) pod pseudonimem "Paweł". Został zwerbowany w Nowym Jorku przy okazji turnieju Martini Rossi. Od 1968 roku czuł już, że mu się w Polsce pali grunt pod nogami. Niektórych kłuło w oczy, że mieszka luksusowo ( lokum nad restauracją Ambasador w Alejach Ujazdowskich, potem apartament na Wareckiej, dacza w Wildze), że jeździ (wprawdzie używanym) mercedesem. Był zaprzyjaźniony z najważniejszymi generałami Wojska Polskiego, z wieloma polował na dziki i bażanty. W zachodniej Europie cieszył się niebywałym poważaniem jako wybitna osobistość. Gdy przyjeżdżał swoim mercedesem do Brukseli na turniej Martini, eskorta honorowa policji towarzyszyła mu od rogatek miasta do hotelu, a na zawodach rozgrywanych w hali mieszczącej 5000 widzów pojawiał się sam król Belgii Baudouin I. Pod koniec lat 60. już jako agent CIA Pawłowski wstąpił podobno do Polskiej Zjednoczonej Partii Robotniczej, a legitymację partyjną miał mu podpisać sam pierwszy sekretarz Władysław Gomułka. Akces do PZPR zalecili, jak się zdaje, amerykańscy zleceniodawcy, którym – wbrew powszechnemu mniemaniu, że był agentem mało wartościowym – przekazał wiele niebagatelnych informacji wojskowych, biorąc za to – wedle oceny śledzących go polskich służb 1850 dolarów (w rzeczywistości było to chyba dużo więcej). Więzienny chleb Przełomową datą w ściganiu szpiega Pawłowskiego była sobota 23 kwietnia 1975, gdy blisko setka przyjaciół świętowała jego imieniny w restauracji Ambasador. Potem każdego z gości, między innymi aktora i posła na Sejm Gustawa Holoubka, naszła w domu milicja, biorąc na przesłuchanie. W przyjęciu uczestniczył między innymi zaprzyjaźniony z Pawłowskim fotoreporter "Przeglądu Sportowego" Mieczysław Świderski, który był przesłuchiwany najwięcej razy i na siedem lat zablokowano mu paszport. Potem Holoubek wstawił się za Pawłowskim, żeby go przeniesiono z 7-osobowej celi w Barczewie, gdzie ciężko pracował fizycznie, do mającego lepsze warunki więzienia na Rakowieckiej i tam władający niemieckim, angielskim i francuskim szablista, wziął się do... nauki włoskiego, a także rozwijać jeszcze jedną swoją pasję, jaką było malowanie obrazów. Jakiś oficer MSW napisał raport, że Pawłowski gotów jest przychylić się do prośby dowództwa kontrwywiadu i jako wytrawny praktyk podszkolić jego oficerów, ale... nie za darmo, więc prośbę wycofano. W listopadzie 1984 roku Rada Państwa w akcie łaski skróciła karę odsiadki Pawłowskiemu, żeby parę miesięcy później mógł zostać wymieniony na moście Glienicke za przyłapanych przez Amerykanów kilku szpiegów polskich, w tym słynnego Mariana Zacharskiego. O dziwo, Pawłowski odmówił wyjazdu do Stanów Zjednoczonych – ku radości wiernie czekającej nań przez 10 lat małżonki Iwony, której po wyroku na Jerzego w 1976 roku brutalnie przerwano praktykę lekarską, pozbawiając środków do życia i którą próbowano zmusić, by się publicznie wyrzekła męża. Amerykanom powiedział, że Polska to jego kraj, a nie komunistów, którzy, jak chcą, niech sami wyjadą do ZSRR. Po 1989 roku Jerzy lubił porównywać swoją stosunkowo skromną współpracę z wywiadem USA z o wiele poważniejszą misją pułkownika Ryszarda Kuklińskiego, który przekazał stronie amerykańskiej sowieckie plany militarne, w tym plany ewentualnej interwencji antysolidarnościowej w Polsce. Po powrocie z Poczdamu Pawłowski, choć mocno podupadły na zdrowiu, wznowił od razu treningi szablowe, by po czterech latach osiągnąć wspomniany sukces w Łodzi. W 1989 roku mający szczególny uraz do Pawłowskiego prezes Polskiego Związku Szermierczego Ryszard Parulski firmował wydany przez PZSz zaraz po łódzkich zawodach zakaz startów swojego starszego kolegi w oficjalnych imprezach. Dziś Parulski nie chce publicznie oceniać nieżyjącego już Jerzego, ale wtedy wyraził się w wywiadzie dla "Przeglądu Sportowego" bardzo ostro: Siedemnastu członków zarządu PZSz powzięło tę decyzję jednogłośnie. (...) Próby uniewinnienia Pawłowskiego uważam za zbiorowe szaleństwo. Jakakolwiek była ta Polska, to prawo w tym wypadku było prawem. Gdyby każdy obywatel, kierując się własną oceną, zaprzedawał się obcemu mocarstwu, to państwo polskie już dawno by upadło. W przeciwieństwie do Parulskiego Międzynarodowa Federacja Szermiercza (FIE) nie ma złej opinii o Pawłowskim i nadała mu złotą odznakę z okazji swego stulecia, wpisując go też do szermierczej Galerii Sławy. Całego smaczku karierze szablisty wszech czasów nadaje zaś to, że jego najwięksi sowieccy rywale na planszy: Jakow Rylski, Mark Rakita, Wiktor Sidiak to też nie byli tylko zwykli szermierze, ale oficerowie KGB i GRU – służb bezpieczeństwa ZSRR. Po odkryciu współpracy Pawłowskiego z CIA nasi zaproponowali mu rolę odwróconego agenta, ale się na to nie zgodził. Cud, że nie spotkała go za to kara śmierci. Foto: Materiały prasowe Tempo Tekst pochodzi z Magazynu "Tempo". Już w kioskach!
Józef Pawłowski (ur. 29 sierpnia 1990 roku w Nowym Dworze Mazowieckim) – polski aktor filmowy, telewizyjny i dubbingowy. Spis treści 1 Życiorys 2 Role w dubbingu Filmy Seriale Gry komputerowe Filmy animowane Seriale animowane 3 Linki zewnętrzne Życiorys Absolwent Akademii Teatralnej w Warszawie (2013). Jest wnukiem szermierza Jerzego Pawłowskiego i aktorki Teresy Szmigielówny. Jego starszy brat Stefan również jest aktorem. Wystąpił między innymi w filmie Jack Strong w reżyserii Władysława Pasikowskiego, gdzie razem z bratem wcielał się w postać Waldemara Kuklińskiego, syna głównego bohatera filmu – pułkownika Ryszarda Kuklińskiego. Jego najważniejszą rolą była dotąd główna rola w filmie wojennym Miasto 44 w reżyserii Jana Komasy, gdzie wcielił się w postać Stefana Zawadzkiego. Źródło opisu: Wikipedia (treść udostępniona na licencji Creative Commons. Zobacz autorów artykułu). Role w dubbingu Filmy Rok Tytuł Rola Aktor w wersji oryginalnej 2009 Harry Potter i Książę Półkrwi 2012 Hobbit: Niezwykła podróż Frodo Baggins Elijah Wood 2014 Noe: Wybrany przez Boga Sem Douglas Booth 2014 Wojownicze żółwie ninja Donatello Jeremy Howard 2015 Bella i Sebastian 2 Mechanik Jeffrey Noel 2015 Gwiezdne wojny: Przebudzenie Mocy Yolo Ziff Stefan Grube 2016 Doktor Strange Terapeuta Kobna Holdbrook-Smith 2016 Fantastyczne zwierzęta i jak je znaleźć Credence Barebone Ezra Miller 2016 Kapitan Ameryka: Wojna bohaterów 2016 Wojownicze żółwie ninja: Wyjście z cienia Donatello Jeremy Howard 2017 Piraci z Karaibów: Zemsta Salazara Henry Turner Brenton Thwaites 2017 Power Rangers 2017 Spider-Man: Homecoming Flash Thompson Tony Revolori 2017 Valerian i Miasto Tysiąca Planet Valerian Dane DeHaan 2017 Zamiana Gunner Malloy Callan Potter 2018 Dziadek do orzechów i cztery królestwa 2018 Fantastyczne zwierzęta: Zbrodnie Grindelwalda Credence Barebone Ezra Miller 2018 Kurz, pot i łzy Dez Truss DeRon Horton 2018 Robin Hood: Początek Robin Hood Taron Egerton 2019 Spider-Man: Daleko od domu Flash Thompson Tony Revolori Seriale Rok Tytuł Rola Aktor w wersji oryginalnej 2012 Przygody Sary Jane (teleTOON+) Clyde Langer Daniel Anthony 2016 Królestwo Tamtych Belac Dale Whibley 2016 Lost & Found Music Studios Jude DeShaun Clarke 2016 Zoey 101 Lafe (odc. 34-35) Jarron Vosburg Brian (odc. 36) Greg (odc. 39) 2017 Luźne lejce Marcus Bruce Herbelin-Earle 2018 Alexa i Katie Lucas Mendoza Emery Kelly Gry komputerowe Rok Tytuł Rola Aktor w wersji oryginalnej 2012 XCOM: Enemy Unknown Voodoo 1-3-7 Cywile 2013 Battlefield 4 Marine na Walkirii #2 2013 Disney Infinity Nova / Sam Alexander Logan Miller 2014 Sunset Overdrive Chandler Scott Menville 2017 Call of Duty: WWII Starszy szeregowy Robert „Red” Daniels (większość kwestii) Brett Zimmermann 2017 LEGO Marvel Super Heroes 2 Koi Boi Agent Venom Flash Thompson Kowboj 2017 Need for Speed: Payback Aki Kimura 2019 Days Gone Porucznik Simpson 2020 Cyberpunk 2077 Angel 2020 Marvel’s Avengers Filmy animowane Rok Tytuł Rola Aktor w wersji oryginalnej 2015 Flintstonowie: Wielkie łubu-dubu Dino Eric Bauza Hoppy Bamm-Bamm 2017 Gantz:O Jōichirō Nishi Tomohiro Kaku 2017 Kocur Taco Demet Evgar 2017 LEGO Batman: Film Dick Grayson / Robin Michael Cera 2017 Twój Vincent Armand Roulin Douglas Booth 2018 Uprowadzona księżniczka Lucek Seriale animowane Rok Tytuł Rola Aktor w wersji oryginalnej 2014 Wujcio Dobra Rada Miły Misiek (odc. 41) Audie Harrison 2016 Magi: Adventure of Sinbad Sindbad Daisuke Ono 2016 Rick i Morty Muchacho (odc. 20) 2017 Big Mouth Matthew Andrew Rannels 2017 Brickleberry Duke Pała John DiMaggio 2017 Dzień, w którym Heniś poznał... Linki zewnętrzne Józef Pawłowski w polskiej Wikipedii Józef Pawłowski w bazie Filmwebu
Ryszard Pawłowski był ostatnim, który miał przed śmiercią kontakt z Jerzym KukuczkąNasz znakomity himalaista zginął pod południową ścianą Lhotse 24 października 1989 roku"Nie odprowadzałem zbyt długo wzrokiem spadającego Jurka. Wiedziałem, że poniósł śmierć. Na początku się zsuwał, ale potem odbijał się od skał. Nikt nie byłby mu w stanie pomóc. Z wielkim prawdopodobieństwem mogę powiedzieć, że miał potężne wewnętrzne obrażenia i był nie do uratowania" - przyznał 69-letni Pawłowski w rozmowie z Onet SportPrzypominamy tekst sprzed dwóch lat z okazji 32. rocznicy śmierci KukuczkiWięcej takich historii znajdziesz na stronie głównej OnetuRazem z Jerzym Kukuczką wspinał się pan w wysokich górach, ale razem penetrowaliście też Oczywiście. To nie było tak, że Jurek od razu pojechał na ośmiotysięcznik. Dużo chodził po Tatrach. Jurek należał do harcerskiego klubu taternickiego. Oni chodzili po jaskiniach. W tym czasie byłem w klubie speleologicznym w Katowicach. Zdarzało się, że organizowaliśmy wspólne wyjazdy. Jedną z ważniejszych wypraw było wówczas zejście do dna Jaskini Wielkiej Śnieżnej. Jest ona najdłuższa i najgłębsza w Polsce. Jurek wiele wspinał się też w skałkach czy w Tatrach. Wiele dróg zostało przez niego wytyczonych i noszą jego imię. W Tatrach miał też wiele przejść zimowych. To były lata, kiedy w tych górach była mocna rywalizacja. Wiele wspinał się też w Dolomitach. W 1981 roku razem byliśmy w górach w Nowej Zelandii. Tam zresztą Jurek miał wypadek i ściągał helikopter. Jego pierwszą poważniejszą wyprawą w góry była ta na Alaskę na Mount McKinley. Miał wtedy poważniejsze odmrożenia. Groziła mu nawet amputacja stopy. Kanadyjscy lekarze uratowali ją jednak i skończyło się tylko - zdaje się - na przycięciu palca u nogi. Poszła wtedy taka fama, że Jurek nie nadaje się w wysokie góry, bo ma problemy z tak było?- Częściowo tak było, bo Jurek wolniej się aklimatyzował od innych. Wolniej się rozkręcał, ale za to potem miał niesamowitą determinację. Tak było chociażby pod Makalu, kiedy byli z Wojtkiem Kurtyką. Ten ostatni miał wątpliwości, bo aura nie była korzystna. Jurek w pewnej chwili się spakował i mimo załamania pogody samotnie wszedł i zszedł z Makalu. Niewielu mogło uwierzyć w to, czego dokonał. Tym bardziej że wszedł nową drogą. Choć stanowili idealny duet z Wojtkiem, chyba najlepszy wówczas na świecie, to ich drogi rozeszły się pod Gaszerbrumem IV. To było symboliczne pan na tej wyprawie?- Tak. To była wyprawa obfitująca w wiele przygód. Jechaliśmy tam wypożyczoną ciężarówką od kolegi z Wiednia. Byliśmy gdzieś w pobliżu Skardu. Samochód prowadził Jurek, który nie chciał nikomu oddać kierownicy, a to było już nad ranem. Siedziałem koło niego z przodu w krótkich spodenkach. Być może Jurek przysnął w pewnym momencie. Stracił panowanie nad kierownicą i uderzył w betonową zaporę. Siedziałem z nogami opartymi na desce rozdzielczej. Uderzenie było tak mocne, że wyleciałem przez szybę i przeleciałem dobre 8-10 metrów. Na szczęście byłem wygimnastykowany, bo czynnie uprawiałem judo w tym czasie - byłem nawet wicemistrzem województwa katowickiego - i automatycznie schowałem głowę. Spodenki, który miałem na sobie, znalazły się na kostkach. Na plecach byłem poorany tak, jakby tygrys dorwał mnie swoimi łapami. Na szczęście nic poważnego mi się nie stało. Zaczęło się załatwianie części. Siedzieliśmy więc bezczynnie. Jurek zauważył, że miejscowi swoimi metodami pędzą bimber z takich żółtych śliwek. Pojechał z nimi na targ. Kupił rureczki i gar ciśnieniowy. I wyraźnie poprawili dzięki temu jakość tego bimbru. Kiedy przyjechaliśmy tam rok później, to mieli już całą także - Cecylia Kukuczka: nie mam żalu do tych górBył pan wówczas w zespole z Kukuczką?- Byłem w ekipie Janusza Majera, która zdobywała Broad Peak. Jurek z Wojtkiem z kolei chcieli przejść trawers całego masywu Borad Peaku, a my mieliśmy zabezpieczyć drogę. Wojtek długo namawiał wówczas Jurka na zdobycie Świetlistej Ściany. Kiedy jednak doszli pod nią, to oznajmił, że nie czuje się psychicznie na siłach. Zrezygnował. Wtedy postanowili od siebie odetchnąć i nigdy już nie wrócili do wspólnego działania. Wojtek był nastawiony na zupełnie inne wspinanie się. Z kolei Jurek został wciągnięty w rywalizację z Reinholdem Messnerem. I rzeczywiście robił to w dobrym stylu, bo albo zimą, albo nową drogą. Robił to o wiele lepiej niż Messner. Zaczął jednak wspinanie w wysokich górach dużo później od Włocha, więc był bez szans na zdobycie przed nim Korony Himalajów i pan, że Kukuczka został wciągnięty w rywalizację z Messnerem. Kto się do tego przyczynił?- Głównie media. Dziennikarze chcieli wycisnąć z ich rywalizacji, ile się dało, choć wynik był z góry przesądzony. Messner doskonale zdawał sobie sprawę z tego, że Koronę Himalajów i Karakorum ma w kieszeni. Ostatnie szczyty zdobywał normalnymi drogami, a całą robotę za niego wykonywali Szerpowie. Jurek jednak nie odpuszczał i gonił. W jednym roku zdobywał dwa-trzy szczyty. Podłączał się do wypraw, które miały już wszystko przygotowane. Był drugi, ale - jak napisał mu Messner - był wielki. Choć znaliście się doskonale, to tak naprawdę tylko dwa razy był pan partnerem Kukuczki w Himalajach. I w obu przypadkach to była wyprawa na południową ścianę Zgadza się. Za pierwszym razem byliśmy tam w 1985 roku. Razem z nami był jeszcze Rafał wtedy Kukuczce nie dawało spokoju to, że na Lhotse wszedł tylko drogą Rzeczywiście jego pierwszym zdobytym ośmiotysięcznikiem było Lhotse. To my, czyli Klub Wysokogórski w Katowicach, wymyśliliśmy ten projekt. Bardzo spodobała nam się ta południowa ściana Lhotse, która potem stała się obsesją innych 1985 roku nie udało się zdobyć Lhotse południową To prawda. W dodatku śmierć poniósł tam Rafał Chołda, który spadł bezszelestnie na trawersie na wysokości około 7500 metrów. Poleciał do kotła prawie trzy kilometry w dół. Dwa lata później śmierć pod tą ścianą poniósł też Czesiu Jakiel. To była wyprawa zorganizowana przez Krzyśka Wielickiego. W 1989 roku na zdobycie Lhotse południową ścianą zdecydował się Messner. Zaprosił wówczas do tej wyprawy Artura Hajzera i Krzysia Wielickiego. Z tego, co wiem i raczej nie jest to wielka tajemnica, brak zaproszenia mocno podrażnił Messnera też nie była w stanie osiągnąć celu. To spowodowało, że Kukuczka zaczął naprędce zestawiać skład na atak na Lhotse południową ścianą?- To nie był skład z łapanki. Poza Jurkiem i mną był przecież jeszcze Maciek Pawlikowski, który od kilku lat działał w Himalajach. Był Przemek Piasecki, który też operował w wysokich górach. W składzie znalazł się też Tomasz Kopyś i oczywiście Rysiek Warecki, który odpowiadał za organizację. Byłem ambitny i chciałem pojechać na tę wyprawę. Tym bardziej że już raz tam byłem z także: Ostatnia wyprawaDługo czekaliście na dobre I to nas trochę męczyło. Tak naprawdę chętnym do wyjścia na szczyt byłem tylko ja i Jurek. Nikt nie chciał już iść. Pawlikowski był trochę przeziębiony i kasłał. Piasecki był mocno wyciszony po śmierci Wojtka Wróża na K2 w 1986 roku. Byli dobrymi kolegami. W pewnym momencie Jurek nawet zaproponował, żebyśmy poszli jeszcze inną drogą. Takim nowym filarem. Starałem się wybić mu ten pomysł z głowy, bo nie mieliśmy rozpoznanej tej ściany, a do tego było kilka dni do zakończenia wyprawy. Tłukłem mu do głowy, że olbrzymim sukcesem będzie wejście na szczyt drogą, którą wcześniej obraliśmy i mieliśmy ją rozpoznaną. W końcu przytaknął. Na 8000 metrów mieliśmy płachtonamiot i tam czekaliśmy na dobre warunki kilka dni. Na górze jednak wiało niesamowicie. Wiatr robił taki hałas, jakby nad nami przelatywały odrzutowce. Do tego nie było wtedy tak precyzyjnych prognoz pogody jak teraz, kiedy wiadomo, że pojawi się okienko Pawłowski i Jerzy Kukuczka pod południową ścianą Lhotse - Archiwum rodzinne Ryszarda Pawłowskiego / Materiały prasoweByła szansa na to, by dokonać tego spektakularnego wejścia?- Jak najbardziej. Mieliśmy aklimatyzację, a do tego nagle wiatr ucichł. Pojawiła się niesamowita szansa na zrobienie wyglądał ten dzień?- W drogę ruszyliśmy o świcie. Pojawiły się nawet niewidziane dawno promienie słońca. Nie było wiatru i to dawało nadzieję na sukces. Chcieliśmy wrócić tą samą drogą, ale mieliśmy też inną Po drugiej stronie, na drodze normalnej, Carlos Carsolio zostawił namiot z jedzeniem. Mieliśmy zatem zabezpieczenie na wypadek, gdyby zejście tą samą drogą było zbyt wróćmy do momentu, kiedy wyszliście?- Jurek zaczął prowadzić. To już był teren, w którym trzeba było się trochę wspiąć. Nie było może ekstremalnie, ale trzeba było trochę się powspinać. Byliśmy związani pojedynczą liną, choć powinno się ją składać podwójnie, ale to wcześniej ustaliliśmy z Jurkiem. Obaj podjęliśmy ryzyko. Całkiem świadomie, bo przecież obaj potrafiliśmy się dobrze wspinać. Dzięki temu mogliśmy szybciej pokonywać ścianę. Jurek w pewnym momencie był około 50 metrów nade mną. Wydawało mi się, że zakładał przeloty. Widziałem go na płytach skalnych, które były pokryte śniegiem. W pewnym momencie zaczął się jednak zsuwać. To jednak nie jest nic niezwykłego w górach. Wydawało mi się, że się się jednak nie Widzę jednak, że nie zadziałał jeden przelot, potem drugi. Nagle zaczął się odbijać od skał i - ku mojemu przerażeniu - zaczął spadać z wielkim impetem. Przeleciał obok mnie. Nie słyszałem żadnego jego krzyku. Wszystko, co mogłem zrobić wówczas, to skulić się i czekać. Byłem przekonany, że już nic mnie nie uratuje, bo byliśmy związani liną, z którą on spadał. Nagle szarpnięcie. Rzuciło mnie na ścianę, a za moment pojawił się luz. Poczułem się wolny. Okazało się, że lina pękła na ostrej krawędzi. To się w górach zdarza. Zostałem bez radiotelefonu, bo ten był w plecaku Jurka. Co mi pozostało? Byłem już w takich sytuacjach, kiedy samotnie wspinałem się po Tatrach zimą i widziałem też śmierć ludzi. Przez wiele lat pracowałem na kopalni i tam też widziałem mnóstwo koszmarnych wypadków śmiertelnych. Miałem chwilę odrętwienia, bo w końcu zginął przyjaciel, ale też znakomity himalaista. Szybko jednak zacząłem myśleć o tym, by się ratować. Trzeba było schodzić, ale samemu nie było wcale tak łatwo. Zaczynało się robić ciemno, a na dodatek straciłem w pewnym momencie lampkę czołową. Nie odważyłem się schodzić po płytach. Postanowiłem więc zabiwakować. Miałem folię NRC, ale wiatr wyrwał mi ją z rąk. Przesiedziałem do rana. Następnego dnia zobaczyłem kolegów, którzy akcja ratunkowa?- Tak. Rysiek Warecki starał się szukać ciała, ale nie znalazł. Wówczas jednak zgłosiliśmy, że odnaleźliśmy je, bo dzięki temu można było ruszyć procedurę odszkodowania dla rodziny zdobycia Lhotse południową ścianą nie była tak trochę na siłę? Ciążyła na was przecież duża presja, bo była szansa na dokonanie czegoś, czego nie zrobił Messner. Poza tym cały czas była z wami Może rzeczywiście tak było. Może ktoś chciał zrobić z tego show. Teraz niemal każda wyprawa tak wygląda. Jurek rzeczywiście był do bólu ambitny. Skoro nie zrobił tego Messner, to może to go nakręciło. Nie wiem, co siedziało w jego głowie, bo nie spędzałem z nim zbyt wiele czasu. To, co się tam wydarzyło, to był zbieg okoliczności. Niesamowicie tragiczny. Nawet gdybyśmy nie weszli i wycofalibyśmy się, to pogoda była na tyle dobra, że nie byłoby wypadku. Jestem tego pewien. Szkoda że nam się nie udało, bo ta ściana nam się należała. Rok później tego wejścia dokonali Rosjanie Siergiej Bierszow i Władimir było żalu do pana w środowisku po śmierci Kukuczki? A może pan sam miał też żal do siebie, że nie zrobił wszystkiego, co mógł? W filmie dokumentalnym Pawła Wysoczańskiego "Jurek", nieżyjący już Artur Hajzer mówi takie słowa, tłumiąc płacz: "Ryśku Pawłowski, partnerze Kukuczki, jak mogłeś dopuścić do tego, by odpadł od ściany". To był zarzut?- Nie wiem, czy to był zarzut. Na szczęście nie ciąży mi bardzo ten wypadek, choć mam świadomość, że zginęła wielka postać. Staram się puszczać mimo uszu komentarze, jakoby miałem odciąć linę Jurkowi. W górach to nie jest tak, jak w filmach sensacyjnych. Nikt specjalnie nie czeka z nożem. Jestem instruktorem i nas uczyli, co zresztą przekazuję, że w górach twój partner musi być w zasięgu wzroku. Bez względu na to, czy jesteś związany liną, czy nie. W pierwszej kolejności zawsze trzeba pomóc partnerowi. Dlatego swoim kursantom przekazuję, że partner w górach jest najważniejszy i dopóki można, to trzeba go ratować. W tym wypadku sytuacja była zupełnie inna. Mogłem ratować tylko i wyłącznie swoje życie, bo partnera już nie odprowadzał pan wzrokiem Jerzego Kukuczkę?- Nie. Wiedziałem, że poniósł śmierć. Na początku się zsuwał, ale potem odbijał się od skał. Nikt nie byłby mu w stanie pomóc. Z wielkim prawdopodobieństwem mogę powiedzieć, że miał potężne wewnętrzne obrażenia i był nie do się kiedyś jeszcze odnaleźć jego ciało?- Trudno powiedzieć. Nawet nie wiemy, czy Jurek spadł do podstawy ściany. Raczej nie. Tak samo było z Rafałem Chołdą, którego też nie znaleźliśmy. To potężna ściana, która z daleka wydaje się pionowa. Natomiast są w niej różne zagłębienia czy szczeliny. Od wielu lat działają tam Koreańczycy, którzy mają bzika na punkcie tej południowej ściany. Nikt do tej pory nie natrafił na ciało Jurka. To byłoby niesamowite, gdyby kiedyś udało się je było chyba też innym uwierzyć w śmierć Kukuczki?- Rysiu Warecki i Elżbieta Piętak z telewizji, którzy tam byli z nami, w pewnym momencie zobaczyli schodzący punkt. Byli przekonani, że to Jurek, choć - jak przyznali - doceniali też moje jakim człowiekiem był Jerzy Kukuczka?- Jurek miał olbrzymią determinację. Nie znałem drugiej takiej osoby. Mieszkaliśmy blisko siebie i obaj należeliśmy do Klubu Wysokogórskiego w Katowicach. Mimo tego nie mieliśmy zbyt wielu okazji do tego, by razem się wspinać. Z różnych względów. Jako kolega był bardzo sympatyczny. Potrafił się też zabawić. Nigdy nie załatwiał spraw na siłę. Nigdy nie starał się na siłę przeforsować swojego zdania. Był człowiekiem bardzo religijnym. Zawsze polecał się opiece Boga. Nawet raz zgubił krzyżyk, co go bardzo zaniepokoiło. Znalazł go jednak w śniegu. Dla mnie on był idolem."Kukuś", "Major Golonka", "Smakosz" - tak nazywaliście też swojego kompana z To prawda. Jurek należał do typu ludzi, którzy lubią dobrze zjeść i jeszcze sami to upichcą. Ja nie potrafię nic przyrządzić. W życiu mi się nie zdarzyło, bym obrał ziemniaki czy ugotował makaron. Co najwyżej potrafię zrobić kanapkę i herbatę. Jurek z kolei potrafił coś przyrządzić. Do tego dawało mu to wielką satysfakcję, że może zrobić to dla innych. To były czasy, kiedy trudno było o jakikolwiek towar w naszym kraju. Na szczęście mieliśmy zaprzyjaźniony sklep, w którym otrzymywaliśmy jedzenie z zaplecza. Były tam między innymi puszki z szynkami i golonkami. Nie było na nich nalepek, tylko jakiś drobny nadruk, z którego nie można było nic wyczytać. Jurek brał zazwyczaj te puszki. Sprawdzał w rękach ich wagę i bezbłędnie wskazywał, gdzie jest golonka. Stąd ksywka "Mister Golonka".Podobno wypalał też dużo papierosów?- Palił, ale nie jakoś specjalnie dużo. Raczej lubił zapalić tak dla szpanu. Najczęściej na ma na koncie aż 11 ośmiotysięczników. Nigdy nie kusiło, by skompletować Koronę Himalajów i Karakorum?- Nie. Dla mnie jest na to prosta odpowiedź, choć ludzie tego nie rozumieją. Ci, którzy zaczęli kolekcjonować Koronę Himalajów i Karakorum, a takich jest wielu, robili to w takim stylu, jaki nie przystoi, by się tym chwalić. Wchodzili z Szerpami i z butlą z tlenem. Nie chciałem tego. Mnie coś takiego nie interesowało. Na tlenie wchodziłem tylko na Mount Everest, ale jako przewodnik. Kiedy Jurek czy inni nasi wspinacze zdobywali ośmiotysięczniki, mnie to po prostu nie interesowało. Wspinałem się w tym czasie w górach średnich, ale trudnych technicznie. To mnie wtedy pociągało. W 1984 roku wszedłem na Broad Peak, a kolejny ośmiotysięcznik zaliczyłem dopiero w 1991 roku. To była Annapurna. Na najwyższej górze świata był pan aż pięć razy. Żadnemu z Polaków nie udało się być na Mount Evereście częściej od To prawda, ale nie ma to większego pan 69 I wciąż mogę zdobyć Koronę Himalajów i Karakorum. Wystarczy, że ktoś przyszedłby do mnie i dał mi na to pieniądze. Jestem pewien, że w ciągu roku lub dwóch lat zrobiłbym trzy brakujące szczyty, czyli: Makalu, Kanczendzongę i Dhaulagiri. Dwóch z tych trzech szczytów nie osiągnąłem z własnej winy, bo musiałem wyjechać. Miałem wówczas swoją grupę do prowadzenia w Ameryce Południowej. Pod Kanczendzongą nigdy nie byłem. To nie jest szczyt komercyjny, więc potrzeba byłoby czasu i Szerpów. Mnie jednak nie bawi samo zdobywanie gór. Cieszę się tym, że jestem instruktorem. Wciąż cieszy mnie też wspinanie. Po 20 latach znowu zacząłem szkolić młodzież w Tatrach. Zdrowo się prowadzę i może dlatego czasami uchodziłem za dziwaka. Dzięki jednak temu, a także regularnym ćwiczeniom mam jeszcze nienaganną sylwetkę i wciąż chodzę po wysokich że nie zdobył pan wszystkich ośmiotysięczników, to jest pan uważany za jednego z najwybitniejszych Miło słyszeć. Może dlatego że nie ma chyba drugiej tak aktywnej na świecie osoby jak ja. Wyjeżdżam w góry z wielką intensywnością. Zawdzięczam to swojemu pan wiele przypadków, kiedy w bardzo trudnych warunkach musiał przetrwać na dużej I nie odniosłem przy tym żadnych obrażeń. Mój organizm bardzo dobrze znosi mróz. Nie miałem problemu z tym, by przenocować nawet bez płachty. Tu w grę wchodzi chyba genetyka, która odgrywa bardzo dużą rolę. Także w sporcie. Ona nie zależy od nas. Poza tym trzeba być zdeterminowanym. Nie wolno pękać w trudnych sytuacjach. Mnie one bardziej mobilizowały niż demotywowały. Nigdy, kiedy byłem w trudnej sytuacji, a takie zdarzały się wiele razy, nie sparaliżowało mnie. Ważna jest zatem psychika. Do tego wszystkiego dochodzi przygotowanie, wytrenowanie i doświadczenie. A na końcu tego wszystkiego jest tak potrzebny łut Kukuczka też wiele o tym Bo tak jest. Bywa, że ktoś spadnie z pięciu metrów i się zabije. A zdarza się tak, jak ja miałem na Pumorii, kiedy spadałem 400 metrów z lawiną, obijając się o skały. Wtedy na ostatnich kilkudziesięciu metrach wystrzeliło mnie jak z katapulty. Myślałem, że się roztrzaskam. Nagle wbiłem się w śnieg usypany przez lawinę. Rozbity miałem kask i zniszczone raki, a sam nie miałem nic połamanego. Miałem po prostu ten łut może czasami śmierć w górach jest po prostu pisana himalaistom. Przecież po wielu latach w góry powrócili Hajzer czy Maciej Berbeka i zostali w nich na zawsze. Kukuczka też miał wiele wypadków, a Lhotse przyciągało go jak magnes. Andrzej Marciniak wyszedł z kataklizmu na Mount Evereście, by 20 lat później zginąć w To są pojedyncze przypadki, które są potem nagłaśniane przez media i dlatego o tym ciągle mówimy. Dziennikarze lubią sensację i to w dodatku taką. Przecież na świecie giną tysiące ludzi, a o tym nie mówi się tak, jak o pojedynczych przypadkach w Himalajach czy w ogóle w gór są egoistami?- Czasami nasza pasja i nasza ambicja są większe niż instynkt samozachowawczy. Można mówić nawet o egoizmie. Nie myślałem nigdy o tym, by przestać się wspinać z jakieś przyczyny. Zdawałem sobie też sprawę z tego, że w górach giną nawet najwięksi. Mam taką refleksję, ale trudno nie mieć takiej, jeżeli jest się instruktorem i wspina się w górach od ponad 50 lat. Kiedy byłem młodszy, to wiedziałem, że jestem dobrze przygotowany, ale też nie stawiałem sobie celów powyżej swoich umiejętności. A skoro tak, to wiedziałem, że nic mi się nie stanie. Z biegiem czasu zacząłem jednak to ryzyko kalkulować. Kiedy było na granicy, to wolałem odpuścić. To nie znaczy, że jestem gorszy od innych. Teraz, kiedy robię komercyjne wyprawy, nie mogę sobie pozwolić na zbytnie ryzyko, bo straciłbym szansę na egzystencję, gdyby coś mi się stało. W końcu zarabiam dzięki temu, że chodzę z ludźmi po pan dwójkę dzieci. Też chodzą po górach?- Marcin miał 15 lat, kiedy wszedł ze mną na Mount McKinley. To był wtedy rekord, ale nie przywiązuję do tego wagi. Kiedy miał 14 lat, to był ze mną w Karakorum. Wchodził na przełęcze na wysokości 6000 metrów. Wiele dróg przemierzyliśmy razem w Tatrach. Nie bałem się go zabrać w góry, bo miał dobre przygotowanie. Bardziej bałem się tego, co może stać mu się na osiedlu, na którym mieszkaliśmy. Wiedziałem, że górami odciągam go od tego go nie pochłonęły jak pana?- Mój syn od 15 lat jest w Stanach Zjednoczonych. Któregoś dnia otrzymałem informację, że spadł przy wykonywaniu prac wysokościowych z dziewiątego piętra niemalże z 20 metrów na goły beton. Był niesamowicie połamany. Miał uszkodzony kręgosłup. Pierwsze jednak, co lekarze zrobili, to rozcięli go, by sprawdzić stan narządów wewnętrznych. Miał dziewięć operacji, z czego jedna - kiedy składali mu miednicę - trwała 12 godzin. Pojechałem do niego między świętami Bożego Narodzenia a Nowym Rokiem, był w klinice rehabilitacji w Bostonie. Teraz chodzi i - Tomasz Kalemba, Onet Sport***Ryszard Jan PawłowskiUrodzony w Bogatyni w 1950 roku. Zodiakalny Rak, ale Tygrys według horoskopu chińskiego, inżynier elektryk, instruktor alpinizmu, przewodnik udział w ponad 300 wyprawach w różne góry świata jako uczestnik lub organizator. Zdobył jedenaście szczytów 8-tysięcznych, min. K2 (8611 m) płn. Filarem od strony chińskiej. Jest jedynym Polakiem, który 5-krotnie stanął na szczycie Mt. Everestu (8848 m). Dokonał wielu wejść trudnymi drogami wspinaczkowymi w różnych rejonach Ziemi. Był partnerem wspinaczkowym Jerzego Kukuczki, Adama Zyzaka, Piotra Pustelnika, Janusza Majera, Krzysztofa Wielickiego i wielu innych sławnych członkiem prestiżowego The Explorers Club w Nowym Jorku, stowarzyszenia zrzeszającego ok. 3000 odkrywców i badaczy z kilkudziesięciu państw wszystkich kontynentów. Otrzymał szereg nagród i wyróżnień w dziedzinach fotografii oraz filmu dokumentalnego. Filmy Pawłowskiego były pokazywane na festiwalach górskich i w telewizji. Otrzymał trzykrotnie nagrody i wyróżnienia od ministra sportu za wybitne osiągnięcia sportowe. Szkoli młodych adeptów alpinizmu, organizuje wyprawy i występuje z prelekcjami o tematyce górskiej. Jest wciąż aktywny, pomimo prawie 50-letniego stażu w i prowadził wyprawy dla niepełnosprawnych sportowców na Alaskę, do Afryki i Patagonii w ramach programu Korona 36-letniego syna Marcina i 17-letnią córkę Pawłowski organizując wyjazdy na wszystkie kontynenty, wchodził na takie szczyty jak:Ama Dablam (6856 m) w Himalajach Nepalu – 28 razy Aconcagua (6962 m), najwyższy szczyt Ameryki Południowej - 33 razy Mt McKinley (6194 m) najwyższy szczyt Ameryki Północnej – 9 razy Island Peak (6169 m) w Himalajach Nepalu - 36 razy Mt. Everest (8848 m) od strony Nepalu i Tybetu - 5 razyPumori (7145 m) w Himalajach Nepalu - 2 razy Gaszerbrum II (8035 m) w Karakorum Pakistanu - 3 razy Cho-Oyu (8200 m) w Tybecie - 2 razy Nanga Parbat (8125 m) Himalajach PakistanuManaslu (8163 m)Elbrus (5642 m) w Kaukazie – 36 razyCotopaxi (5970 m) w Ekwadorze – 2 razyDziennikarz Przeglądu Sportowego OnetData utworzenia: 24 października 2021, 11:00Chcesz, żebyśmy opisali Twoją historię albo zajęli się jakimś problemem? Masz ciekawy temat? Napisz do nas! Listy od czytelników już wielokrotnie nas zainspirowały, a na ich podstawie powstały liczne teksty. Wiele listów publikujemy w całości. Wszystkie znajdziecie tutaj.